Już raz przywołaliśmy film „Up In the Air (W chmurach”, w których bohater latał z jednego stanu do drugiego, aby zwalniać ludzi. Mówił wtedy: „Każdy, kto zbudował imperium lub zmienił świat, siedział dokładnie na twoim miejscu”. Było to coś w rodzaju pocieszenia, zrozumienia w momencie dla pracownika najtrudniejszym – w momencie wyrzucenia go z pracy. Na szczęście rzeczywistość wydaje się bardziej optymistyczna. Specjaliści od outplacementu nie zwalniają z pracy, pomagają zwolnionym na ten rynek powrócić.
Dlaczego tak się dzieje? Coraz więcej firm dba również o swój wizerunek na tym polu. Nie chcą być kojarzone z nieprzyjemnymi sytuacjami związanymi ze zwalnianiem pracowników.Buduje to ich pozytywny wizerunek zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz firmy. Jak to wygląda od kuchni? Specjalnie wyszkoleni konsultanci pierwszy kontakt z taką osobą mają zazwyczaj wtedy, kiedy ją zwalniają. Musza być odporni na wszelkie nieprzewidziane reakcje zwalnianego pracownika, np. płacz. Należy unikać tzw. „błędów miękkiego serca”, czyli ludzkiego odruchu pocieszania. Należy być uprzejmym, ale rzeczowym. Nasz klient musi uważać konsultanta za osobę wiarygodną. Nie samą pracą człowiek żyje. Należy uświadamiać pracowników, że poza życiem zawodowym istnieje również sfera prywatna. Sytuacja, w której się znaleźli jest trudna, więc warto skupić ich uwagę na czymś innym. Usługa ta ma oczywiście swoją cenę, niemałą niestety. Dlatego też nie każda firma może sobie na to pozwolić.